Moje pierwsze kroki muzyczne to … fortepian. Mam w domu cudowny 150-letni fortepian, który stał się moim przyjacielem na zawsze. Grałam dowolne dźwięki, które wychodziły z wyobraźni i wracały, żeby ją na nowo kształtować. Później pojawił się epizod związany ze skrzypcami … no … nie do końca chciało mi się grać, wolałam biegać po podwórku :D. I tak zostało przez kolejnych kilka lat, aż do … ujrzenia na ekranie telewizora filmu „Upiór w Operze”, ale w wersji z 1990 gdzie muzyką przewodnią jest opera Faust Charles Gounod (ten od „Ave Maria”). No oszalałam … nawet miałam wydrukowany akt 4 i 5. Wyłam dniami i nocami. W końcu mam wygoniła mnie z domu, żebym się poduczyła śpiewać 😉 … teoretycznie … a zapewne już nie mogła tego znieść 😀
Rozpoczęłam naukę śpiewu klasycznego w wieku 15 lat jednocześnie jarając się punkiem a później East Coast – dobrym hiphopem rodem z Wu-tang Clan. Z czasem uważam, że to była dobra nauka, ale ja chciałam za szybko a do nauki śpiewu trzeba być baardzo cierpliwą, ale to temat na inny wpis.
Śpiewałam tak sobie, aż się nie dostałam do Akademii Muzycznej. No jak to … śpiewałam takie trudne utwory np. Arię Ewy z opery „Hrabina” Stanisława Moniuszki. Nie wiem czy bardziej brakowało mi pewności siebie, czy po prostu utwór mnie zjadł. Już wtedy miałam początku dość dużych napięć w obrębie krtani, a później okazało się, że:
TYLKO CHCIAŁAM ŚPIEWAĆ A MUSIAŁAM SIĘ NAUCZYĆ ODDYCHAĆ, MÓWIĆ I ŻYĆ
Nie dostałam się do Akademii i obraziłam się na śpiewanie klasyczne. Odpoczęłam trochę. Potrzebowałam tego. Po 2 latach nie pamiętam gdzie, przez przypadek zobaczyłam ogłoszenie, że szukają chórzystów do zespołu gospel Soul Connection. Dostałam się i tak zaczęłam przygodę z muzyką gospel, którą skrzętnie nagrywałam na kasety jak tylko była okazja – w czasach East Coast. W Soul Connection przeżyłam piękny czas. Prawie 7 lat. Cudowni ludzie i baardzo muzyczny czas. Kilkadziesiąt wspólnych koncertów, kilkadziesiąt utworów, kilkadziesiąt warsztatów muzyki gospel i kilkadziesiąt przyjaciół gospelowych. Wtedy spotkałam się na specjalnie zorganizowanych warsztatach dla gospelowej braci z CVT (Complete Vocal Technique).
Pod koniec mojej przygody w Soul Connection zajęłam się progrockiem w zespole SpectAmentia na stanowisku wokalistka z którym nagrałam płytę i EPkę. Dogrywałam wokale dla spontanicznie napotkanych ludzi do muzyki ambientowej, housowej oraz przysiadłam poważnie nad swoją autorską muzyką. Zapragnęłam więcej występów indywidualnych. Ruszyłam z projektem Tribute to Kate Bush. Szukałam, kombinowałam, eksperymentowałam. No działo się!!!
Równolegle rozpoczęłam współpracę z ze Studiem Agaty Wrońskiej jako nauczyciel emisji. Prowadziłam zajęcia indywidualne oraz zespół wokalny. Przygotowałam koncerty z moją ukochaną muzyką gospel. To był bardzo intensywny okres i bardzo dobrze go wspominam. Spotkałam wielu ciekawych wokalistek i wokalistów, bardzo ciekawe osobowości. Niektórzy poszli dalej ścieżką muzyczną, z niektórymi do tej pory utrzymuję kontakt.
Kolejne lata to 2-letnia przerwa na odpoczynek, dalszy rozwój nad swoim głosem oraz zdobywanie nowej wiedzy związanej z emisją głosu, rehabilitacją głosu oraz samą muzyką. Po czym trafiłam do Pure Voice Studio – gdzie obecnie stacjonuje jako nauczyciel emisji głosu. A co to dla mnie znaczy dowiecie się w kolejnych wpisach.

